Wyrok w sądzie apelacyjnym

Jednak kobieta to człowiek, a nawet matka to człowiek. Sąd apelacyjny na Podkarpaciu uznał, że kobieta miała prawo do obrony swojego życia. A o co chodzi. Kobieta uciekła od męża z dzieckiem. Została przez niego oskarżona o uprowadzenie dziecka, powoływał się na konwencje haską. Co prawda bił ją, jak kobieta trzymała dziecko na rękach. Co prawda chciał  ją wyrzucić przez okno. Co prawda usiłował zrzucić ze schodów. Sąd rejonowy nie zgodził się z jej argumentacją, że ratowała życie. Co prawda on pił, nadużywał narkotyków. Sąd rejonowy nie ukarał jej, nie zabrał dziecka, ale orzekł, że nie miała prawa uciekać, że porwała dziecko. Nie ukarał jej, nie zabrał dziecka, ostrzegł ją. SĄD APELACYJNY wysłuchał nagrań jak mąż wyzywa ją, nazywa niepotrzebnym inkubatorem, straszy. Uznał, że nie doszło do porwania. Uznał, że miała prawo ratować siebie i dziecko. Nie doszło do złamania konwencji haskiej, bo matka ratowała też dziecko przed przemocą, gdyż była bita z dzieckiem na ręku. Dziecko ma prawo do spokoju, życia bez przemocy. Tak, to nie koniec. Jeszcze sprawa karna. Dziewczyna nadal się boi. Poczuła się silniejsza. Wiele przed nią.